Spróbujmy teraz rozpuścić sól w wodzie. Wsypmy trochę soli do wody w probówce i zamieszajmy płyn: cała sól rozpuści się; mamy na pozór czystą wodę, w której jednak rozpuszczoną jest sól. Powstał roztwór soli. Podobnie powstałby roztwór cukru lub sody. Wsypaliśmy jednak bardzo mało soli, woda zaledwie nabrała słonego smaku, mamy dopiero roztwór słaby (rozcieńczony). Wsypujmy sól dalej małymi porcjami i mieszajmy, aż wszystko się rozpuści, po czym dopiero dalej po trochu wsypujmy. Mamy już teraz roztwór mocny (stężony).

Przyjrzyjcie się temu roztworowi; czy można poznać wzrokiem, że w tej wodzie sól znajduje się. Zdaje się, jakby sól zniknęła bez śladu. Podobnie zachowałaby się soda lub cukier. Twierdzimy jednak, że zniknąć ciała te nie mogły. Przede wszystkim smak wody wskazuje, że w tej wodzie znajduje się sól. Każda, choćby najdrobniejsza kropelka tego roztworu, jest słoną; świadczy to, że sól, którą wsypaliśmy do wody, rozpadła się na niezliczone mnóstwo drobniutkich cząstek, a te przeniknęły do najmniejszych kropelek wody. Gdy roztwór jest już tak mocny, że nie może więcej soli rozpuścić, nazywamy go nasyconym. Winniśmy go obecnie przesączyć, podobnie jak siarczan miedzi, do zlewki lub na miseczkę i pozostawić w spokoju, by mogła się odbyć powolna krystalizacja. Piękniejsze kryształy otrzymamy na tej drodze, gdy zamiast zwykłej soli weźmiemy saletrę potasową lub ałun.